Tak czytam i czytam, kurczę ciekawy temat. Ogólnie się na tym nie znam, kiedyś chciałem się w to bawić ale jednak doszedłem do wniosku, że sen to sen, jak mi się coś przyśni i zapamiętam to fajnie, jak nie, to nie. Dlatego nie bawiłem się w te rzeczy.
Jednak wczoraj miałem sen, niby zwykły sen... Ale on wcale nie był zwykły a raczej bardzo niezwykły - jak dla mnie. A więc po krótce go wam opiszę z czystej chęci podzielenia się tym z wami.
Poszedłem spać około 5 rano czyli już właściwie dzisiaj. Po chwili leżenia zasnąłem... I z tego co pamiętam śnił mi się nie kto inny jak Prokop, tak ten sam, który ma prowadzić WCG.
Opowiadał on w moim śnie, a właściwie rozmawiał ze mną jak przygotowuje się do tego przedsięwzięcia, był w czapce zakrywającej oczy, jednak to był on. Ten sen trwał jakiś czas, jednak najciekawsze było potem...
W pewnym momencie, sam nie wiem czy to było mieszkanie Prokopa czy już oddzielny sen... W każdym razie byłem w jakimś zwyczajnym pomieszczeniu i przed sobą miałem kilka lusterek (niedużych). Spojrzałem w nie i widziałem odbicie mojej twarzy, wyraźne, jak na żywo. (nie wiem czy to ma coś do rzeczy ale obok łóżka mam szafę, z dużym lustrem, do którego podczas snu jestem ułożony głową naprzód, ach te moje szczegółowe opisy

)
No więc widziałem moje odbicie. Jednak w pewnej chwili się uśmiechnąłem, a odbicie w lustrze nic się nie zmieniło...
Poczułem coś... dziwnego, jakby poruszającego moim ciałem w sposób niezależny ode mnie, to było nieprzyjemne uczucie, szczególnie, że dosłownie FIZYCZNIE czułem jak coś mną porusza i w dziwny sposób wykrzywia moje ciało, a odbicie w lustrze nic się nie zmienia...
W tym momencie zacząłem się bać, i wcale nie czułem, że to sen. Ciężko to opisać... W każdym razie to się nasilało i czułem, że jestem wszystkiego świadom, jakby to wcale nie był sen, ja to po prostu realnie odczuwałem!
Ze strachu zacząłem się modlić. (Ogólnie nie chcę tu was zanudzać tym w co wierzę itd itp. ale od jakiegoś czasu wierzę w Boga, zjawiska nadprzyrodzone, duchy - te dobre, oraz te o których lepiej nie wspominać, lepiej nie wspominać dlatego, że moim zdaniem sowa mają moc, mówiąc o czymś złym możesz to przywołać, więc lepiej o tym nie mówić (filozofia Indian), podobnie mówiąc o czymś dobrym i modląc się. ) Dlatego od jakiegoś czasu np. gdy się boję - modlę się logiczne.
Jednak w tym śnie to było realne... Zbyt realne, czułem się jakbym wcale nie śnił. A w momencie gdy zacząłem się modlić, to "coś" zaczęło ustępować... Powoli znikło i powoli moje ciało się rozluźniało... jakbym po tygodniu pracy na budowie położył się na najwygodniejszym łóżku. I gdy już było mi tak błogo - powoli i delikatnie się obudziłem...
...mając przed oczami odbicie mojej twarzy z tamtych lusterek i to uczucie odprężenia, aż niemożliwe, żeby to był zwykły sen...
Ciekaw jestem waszej opinii na ten temat.