Na podstawie tego topicu to można prace nauką z psychologii pisać
W pierwsze dni jak ktokolwiek napisał, że NIE uwielbia Kaczyńskiego to od razu dostawał "po mordzie" od innych. Nawet kulturalne wypowiedzi, że komuś nie jest żal i że nie będzie płakał, bo chociażby nie darzył prezydenta sympatią, napotykały odpowiedź w stylu "jak może być ci k**wa nie żal prezydenta!". Teraz minęło kilka dni i już sporo osób mówi, że jednak aż taki zajebisty Kaczyński nie był, bo, na przykład, na Wawel jednak nie zasługuje. Ba, nawet za niezbyt cenzuralną wypowiedź (cytat: "Który pojebany idiota wpadł na pomysł, żeby parę prezydencką pochować na Wawelu?"), Mac'iuś nie został zmieszany z błotem, lecz wręcz przeciwnie, wielu się pod tym podpisało.
Dobra, nie będę się rozwodził dalej na ten teamat, bo zaraz mi samemu praca pseudo-psychologiczna wyjdzie, hehe
@kyzzn, no to się nazywa talent <bije brawo>

, taka długa wypowiedź i zero głupot pod wpływem emocji, a
niektórzy to potrafią w jednej linijce kilka takowych "dojebać"...
natomiast coś z wcześniejszego skomentuje:
kyzzn wrote: Empatia to nie jest hipokryzja.
Moim zdaniem tłumaczenie hipokryzji silnymi emocjami i nazywanie tego empatią (w sensie pozytywnym określeniem) jest odrobinę przesadzone. Emocjami można wiele TŁUMACZYĆ, ale już nie zamieniać w coś pozytywnego

ofc to "oskarżenie" o hipokryzję odnosi się to do osób, które jeszcze niedawno odliczały dni do końca kandydatury prezydenta "czwartej RP", a teraz twierdzą, że był najlepszym prezydentem od kiedy pamiętają (powiedzmy, że od 1989 reku, hehe)
a pro po! pytanie do tych osób (nie pamiętam których

) co miały taki licznik w podpisie "Do końca kandydatury prezydenta L.Kaczyńskiego zostało: xxx dni", hmm... że tak powiem, uaktualnili? ^^ Czy może nagle banerek przestał być modny? ;]
P.S.
Się rozpisałem ogólnie, to może jeszcze krótko o moim stosunku do sprawy, bo skoro negatywy nie są już tak ganione, to zakładam, że mogę:
-Nie płakałem
-Nie jest mi żal Gosiewskiego, Kaczyńskiego i tego z wąsami (dobra, nie będę chamski w takiej sytuacji, sprawdziłem jak się nazywał, chodzi mi o Krzysztofa Putrę), przykro mi, ale nawet takie zdarzenie nie potrafi tego zmienić
-Nie cieszyłem się z ich śmierci (wydaje mi się to oczywiste, ale napisze, bo jeszcze ktoś z rozpędu tak mi powie po tym w poprzednim myślniku)
-Nie dodałem fotki czarno-białej Polski na NK
-Nie miałem znicza w opisie
-Najbardziej mi szkoda Szmajdzińskiego, nie wiem czemu, nigdy nie byłem za lewicą, hmm... może dlatego, że zostawił żonę i dwójkę dzieci... ale przecież nie on jeden...
-Szkoda mi Wawelu, gdyż reputacja tego miejsca z lekka spadnie. Kiedyś umieranie "za kraj" (o ile można użyć tego stwierdzenia w przypadku nieszczęśliwego wypadku) nie wystarczało by się tam znaleźć. Po za tym, jak Marta napisała: "A tak Lech Kaczyński zostanie zapamiętany jako ten, który nawet po śmierci podzielił społeczeństwo". Nic dodać nic ująć.
-Szkoda mi tych ofiar, o których się znacznie mniej mówi (zwykle na czytaniu nazwisk się kończy), przyćmionych przez "światłość" Pana Prezydenta i Pierwszej Damy. Innymi słowy - szkoda mi tych, którzy zostali statystyką "...i 94 inne osoby" po słowach "Zginęła para prezydencka...".