ESWC 2007 - [POL]Bax - relacja :)
Posted: 12 July 2007, 14:09
Witam wszystkich serdecznie
Właśnie jadę w pociągu relacji Warszawa – Wrocław, mamy godzinę 15:07 – Wracam !
Trzeba by to ułożyć chronologicznie po kolei co i jak się działo opowiedzieć (bo działo się wiele, a na zdjęciach wszystkiego nie ma
Zacznijmy może od dnia wyjazdu:
Środa – 4.07.2007
Godzina 7:47 odjeżdża pociąg z Leszna do Warszawy, w pociągu nic się nie dzieje, natomiast cały czas myślałem o tym co i jak, ciekawość lekko zżerała mnie. W Poznaniu dosiada się nasza opiekunka grupy – Agnieszka, z którą spotykam się dopiero na miejscu w Warszawie. Na miejscu wita nas deszczowa Warszawa, spotykam się z Agnieszką i idziemy pod Pałac Kultury czekać na Piotrka (Mitos). Po 20 minutach w deszczu przyjezdża Piotrek i od razu pakujemy się do niego i jedziemy do jego domu. Po drodze wpadamy na pomysł, że kupujemy sobie jakieś barwy polskie, więc ładujemy się na słynny Stadion Śląski, wbijamy w china town w deszczu przeszukujemy prawie wszystkie stoiska, na których azjaci sprzedają każdą część jaką widzieliście w życiu, ale … flag nie widać
. Trochę już zmęczeni wracamy i jak to w życiu bywa
na samym początku tej „giełdy” gościu sprzedaje szaliki czapeczki i flagi !!! Także momentalnie wszyscy biegniemy w jego kierunku. Kupujemy targujemy się i ubieramy się w czapke 3 szaliki i 3 flagi
- NICE
Po tym wszystkim jedziemy do domu Mitosa, ponieważ czas goni, a umówieni jesteśmy ze wszystkimi na godzince 16:00 przed terminalem Etiuda, gdzie odprawę mamy do 17:25. W domu Piotrka zapinamy wszystko na ostatni guzik, ja tam skrobie jeszcze jakieś wiadomości na forum POL teamu, taksówka podjeżdża i jedziemy na lotnisko. O 16 już pod terminalem spotykam Palladyna
– mistrz polski w Warcrafta, oraz ekipę wywiadowczą z PGS.


Odprawa męcząca, dużo czekania jak zawsze po kolei się czeka od punktu do punktu. Po wydaniu biletu kontrola i cholerra nie pozwolili mi zabrać piwa na pokład i puszki z piwem oraz izotonik poleciały do kosza
. No ale nic czekamy i po upragnionej chwili po dojezdzie autobusem wchodzimy na pokład i zasiadamy w miejscach.


Zaczynają się kawały o katastrofach lotniczych, każdy się śmieje, koło nas siada człowiek delikatnie mówiąc nachlany i nachalny
, na szczęście po drugiej stronie i całą podróż utrudnia, coś tam krzyczy, podaje nam wódkę do picia, a kiedy agresja na gościa wyniosła już 10 Mitos stanowczo powiedział gościowi co zaraz zrobi jak nie opanuje się. Nic z tego – facet przy kołowaniu odpina pasy i po fizycznej interwencji mówi nam że przecież już w powietrzu jesteśmy
, ogólnie komedia poźniej stewardessy zabrały mu flaszkę (pomimo zakazu wnoszenia
), podobno jakiś stały klient – normalnie to by go wyrzucili z hukiem.
Wrażenia z lotu zajebiste, po 21 wita nas Paryż, zaczyna się
wydawanie euro w tempie trackmaniakowym. Dojeżdżamy do hotelu, kwaterujemy się, krótka gadka przy małym piwku i nyny.

Czwartek – 05.07.2007 r. – 1st Day of ESWC
Rano oczywiście śniadanko – dobrze, że mi Mitos powiedział, żeby zabrać jakieś serki, konserwy, paszteciki itd. Rano francuskie bagietki chlebek i … królestwo dżemów !! Same dżemy – nic innego nie jedzą ?? podobno nawet pasztet dżemowy był, ale swoje dałem na chlebek i bardzo dobre jedzonko. Po tym wracamy do hotelu prysznic, ubieranie w barwy polskie, szybka fajka na dworze i lecimy na tramwaj. Organizatorzy zadbali o to, że każdy gracz i działacz dostał bilet na tramwaj i metro, ważny do ostatniego dnia zawodów.
Mogliśmy jeździć nieograniczoną liczbę razy po całym Paryżu. Zawsze startowaliśmy z przystanku Port de’Ivry jak dobrze pamiętam, a dojazd od nas czyli z hotelu 6 trwał około 15 minut. Po dojeździe na miejsce wysiadamy i ukazuje nam się hala targowa, flagi na masztach kasy biletowe dla kibiców. Podchodzimy pod wejście główne, wypisujemy formularz rejestracyjny i stoimy w kolejce do wydania identyfikatorów. Otrzymuję śliczny identyfikator imienny – na pewno miła pamiątka.

Wchodzimy na hale gier i zaraz widzę stanowisko trackmanii, a przy niej całą elitę naszego świata TMN. Na którąś tam godzinę mamy time attaca – runda kwalifikacyjna, żeby rozstawić najlepszych po grupach. Po tym co zobaczyłem na rozgrzewce co wiara odpierdziela to się tylko uśmiechnąłem. Startowałem w 3 grupie eliminacyjnej. Zasiadłem koło Chorwata – zajebisty koleś. I sobie gadamy, żartujemy i jeździmy na tych drętwych trasach. W końcu podchodzi do nas ziomek organizator i mówi nam, że nie możemy przebywać tutaj, no to my mu że jesteśmy przecież zawodnikami, on przytakuje po swoim łamanym angielskim, że wszystko się zgadza, ale musimy już wyjść. No to my na siebie patrzymy i mówimy mu, że przecież musimy przejechać trase, a on że już jechaliśmy. Także ostatecznie wyszło na to, że ja zrobiłem tam przypadkowo jakiś czas jak gadaliśmy, a kolega z Chorwacji w ogóle nie zrobił żadnego czasu
ROTFL

Tak oto poznałem pierwszego kolegę z ESWC – bardzo porządny gościu.
Po jakimś czasie rozstawili nas do grup – ja startowałem w 8-ej grupie z gośćmi o nickach takich jak: Selrahc, Medic oraz Akwaba. Życie pizga
. Niestety nie złamało to ani na chwilę mojego nastawienia na ten wyjazd. Jak zakładałem, że jadę się bawić to tak też to realizowałem. Ostatecznie byłem czwarty, zaliczając 4 biedronki na trasie, chciałem z nimi równo jechać ale niestety 4 zera to przepaść i tak się stało, że nawet gościu z Karaib mnie cyknął w punktacji. Z tamtymi pierwszymi dwoma to nie chciało mi się w ogóle gadać, natomiast po jeździe koleś z Karaib sam do mnie podszedł, pogadaliśmy sobie, bo miał problemy pieniężne, a dużo ćwiczył na serwerach przed ESWC. Jego kraj nie był sponsorowany, nie wiem co i jak zrobił, ale ostatecznie otrzymał dofinansowanie i mogliśmy sobie na żywo porozmawiać ze sobą. Bardzo porządku człowiek, tak jak ja nastawiony raczej na zabawe, ale jego przygotowanie było o niebo lepsze ode mnie. Szczerze mówiąc gdyby nie to, że praca zabrała mi cały czas i siły w czerwcu, to gdybym porządnie potrenował mógłbym w 3 rundzie powalczyć. Selrahca i Medica raczej bym nie wyprzedził, bo ta ich regularność po prostu zabijała.
Po trackmani pooglądałem sobie pojedynki w PESa CSa oraz Quake’a, natomiast co do Warcrafta to ja tam patrzałem i nic nie kumałem – totalny odjazd gra
.

Około 18 zwinęliśmy się do hotelu, po drodze zakupiłem kilka piwek i wieczorem się działo. Agnieszka i Piotrek dostali zaproszenie na bankiet, wiec co ja miałem sam robić bez Internetu w pokoju. Po wypiciu kilku piwek wpadł do mnie Cycu z dwoma koleżankami z damskiej ekipy CSa. Cycu zajebisty gość
, przynieśli ze sobą żubrówkę i po piwach polało się coś mocniejszego, co dało mi kopa
, impreza się rozkręcała, później jeszcze podskoczyliśmy po piwka znowu, rano obudziłem się zamiast mojego pokoju 107 to w 117. Jedna cyferka a wiele znaczyła , jaja były rano, później wszyscy trochę ze mnie żartowali, jednak zapewniam nic nie było, po prostu gadałem z dziewczynami do rana i w pewnym momencie zasnąłem
Bardzo ciepło pozdrawiam Młodą i Madzię, które towarzyszyły mi – samotnikowi z trackmanii.

Piątek – 06.07.2007 r. – 2nd Day of ESWC
W piątek budzę się w bardzo miłym towarzystwie, piasek w oczach ide do swojego pokoju, gdzie witają mnie wielkim okrzykiem i śmiechem Piotrek, Agnieszka i Cycu chyba
. Miałem jazdę o 11 więc już muszę wyjeżdżać, szybki prysznic wskakuje w trampki na śniadanie zjadłem tylko jedną kanapkę i chyba 4 szklanki soku, poszedłem jeszcze na fajke i od razu w nogi do tramwaju. Jadę tramwajem i dzwoni do mnie Piotrek, że oni już na mnie czekają bo dzwonili. No to mówie jak ku co ku
wiecie – no dojeżdżam i od razu z biegu wsiadam. We mnie jeszcze żubróweczka działa, gościu mi mówi że mam 3 minuty rozgrzewki no więc rotfl. Dostaję w grupie gości – nie pamiętam ich, koło mnie usiadł jakiś grek. No to jedziemy i się okazuje, że nawet dobrze jadę, żadnych zer żadnych band, tylko za bardzo safe jadę. Koło mnie dupek z Grecji coś krzyczy do monitora, co chwile wciska restart, nie wiem o co loto mu ale nie przejmowałem się tym i jechałem swoje. Zrobiłem 50 pkt
to już sukces. Ostatni nie byłem – plan wykonany. Po tym wszystkim oglądam jak co dzień inne pojedynki w pozostałych grach. Trackmania mało mnie interesowała. Aara i zero qrde hostess
To co było na PGA w Poznaniu to pod względem hostess zabijało, Piotrek mi wytłumaczył w ten sposób, że tam to były targi i reklamy, natomiast tutaj zawody. Szkoda, bo można by było sobie pogadać, oczywiście były tam laski z obsługi, ale 2 liga.
Po tym wszystkim naradzamy się z Agnieszką i Piotrkiem, że jedziemy metrem do Louvre zwiedzić to słynne muzeum. Wrażenia bezcenne , w kolejce po bilety nasz śmiech i słownictwo usłyszeli jacyś inni kolesie z polski i podeszli do nas i sprzedali nam bilety 2 po połowie, bo powiedzmy jak oni to powiedzieli – kupili ale nie weszli
. Never mind, zwiedziłem zobaczyłem, coś pięknego te dzieła sztuki, wręcz arcydzieła, rzeźby obrazy, robi to wielkie wrażenie, a do tego cała sala, a w niej tylko jeden obraz – Mona Lisa 


Coś pięknego – czasami dreszcz przechodził po nas, a my przez 3-4 godziny zwiedziliśmy zaledwie 1/6 całego muzeum, chodziliśmy tam gdzie były te najsłynniejsze dzieła. Gdzieniegdzie nie można było kamerować i fotografować, więc wszystkiego nie mogłem uwiecznić, natomiast w głowie pozostanie to do końca życia. Po powrocie poszliśmy do marketu Champion i tam kupiliśmy sobie napoje i jakieś tam chipsy itp.
Sobota – 7.07.2007 r. – Wieża Eifla
Od rana ponownie zawody oglądamy nic wielkiego,

jedziemy około 15tej pod wieżę eifla. To co tam się działo przeszło polskie mniemanie o imprezowaniu. Ludzie leżący na polach elizejskich bawiący się ludzie, zakochane pary kulające się po trawnikach, orkiestra dęta grała super piosenki, ludzie śpiewają wspólnie, siedzimy i po prostu magia
- idzie się zakochać. Jeżeli ktoś chce kiedyś kobietę zabrać na romantyczny wieczór to właśnie tam.



Co godzine o pełnej godzinie iluminacja – tysiące stroboskopów rozmieszczonych na całej wieży zaczyna świecić przez 10 minut, efekt powalający. Chodzimy i robimy zdjęcia, jesteśmy oczarowani.

Pozniej finaly TMN, to co wiara odpierdala jest po prostu n ieosiagalne jak oni jeżdżą, o dziwo w finale kazdemu puszczaja nerwy, jada na granicy przyczepnosci i popelnia co jakiś czas ktos blad, banda albo na 2 kola na zakretach, maxik



Po całej tej przygodzie ładujemy się powrotem w metro jedziemy do domu. Piwka wypiliśmy pod wieżą, a wieczór w hotelu spędził pod względem opowiadań itd.
Oglądaliśmy zdjęcia i wspominaliśmy, reszty mi się nie chce pisać bo po co
Niedziela – 08.07.2007 r. – Finały

Bojowo wyruszamy wspierać naszych mistrzów. Azjatki rozdawały jak co dzień izotoniczne napoje. Po wypiciu 5-7
idziemy na wojne na scene główną gdzie najpierw Av3k rozwala gościa w Quake 4 i zostaje mistrzem świata, a następnie wielkie emocje w CSa.



Nasza ekipa 11 osobowa przeciwko 6500 kibiców za teamem NOA. Tamci buczą na naszych, szaleństwo, Noa widzi że Francuzi są za słabszymi (tak powiedział komentator), my za naszymi drzemy i zdzieramy gardła, lecą niecenzuralne słowa
, ekipa z Rosji która uległa z PGA jest przeciwko, zaczynają się po chwili utarczki słowne, zaczyna się akcja na maxa ! Cały mokry krzyczę jak inni, emocje na trybunach maksymalne. Podchodzi do nas jakiś czarnoskóry człowiek z Afryki, który grał w jakąs tam też grę. Dajemy mu flagim podniecony tym, że walczymy słownie z całym tłumem kilkutysięcznym, zaczyna szaleć. Lata z flagą polski po całej Sali, ochrona go uspokaja, my drzemy się na maxa, lecą skandy „Polska – biało czerwoni”, „Jeszcze jeden jeszcze jeden”, innych cytatów nie podam
bo były air max classic
. Nasie po dwóch dogrywkach przegrywają druga mapę. Cała publika szaleje, zaczynamy wrzeszczeć, po prostu szał, poniosło nas już na maxa i konsekwencji tego cała ostatnia mapa prawie na stojąco, zbiegają się do nas wszyscy fotoreporterzy, kamery, robimy show o którym spiker coraz częściej mówi otwarcie, że niesamowicie jak może 11 ludzi przekrzyczeć cały tłum. Słabo się robi co chwile od krzyczenia, izotoniki działają, skaczemy, ręce napięte na maxa z flagami i szalikami. Tego się nie da opisać. Wygrywamy drugi złoty medal, lecą zdjęcia itd. Po konferencji prasowej lecimy do hotelu.
Szykujemy się szybciutko bo lecimy na wspólną impreze dla wszystkich graczy w środku Paryża w klubie dyskotekowym. Wiara szaleje, zaczyna się maxxxxx maxów, wspólne okrzyki w piosenkach raperskich i dance. DJ szaleje za konsoletą, lecą zdjęcia i na Sali jeden wielki pot ze wszystkich leci. Zero agresji wszyscy razem się wspólnie bawią, zajebiste światła, po prostu wszyscy tworzą jeden show. Rozmowy z róznymi ludźmi ze wszystkich krajów jakie były. Jedyny minus to ceny alkoholu – 0.2L piwa kosztowało 5 euro, także d*pa wielka pod tym względem, ale wierzcie mi, zabawa jak tam nie wymagała alkoholu





Człowiek drugiego planu


WYŻYŁEM się
Wracamy około 3 do domu, metro już nie czynne, taryfą jedziemy za 20 euro (dobra cena) do hotelu. Tam siedzę jeszcze z godzinkę przed kompem i oglądamy zdjęcia i filmy. Cudowne zakończenie całej imprezy. Trzeba iść spać bo rano o 11 zbiórka i jazda na lotnisko.
Poniedziałek – 09.07.2007 r. - Dzień wylotu
Pobudka szybka jak w wojsku, czyli wstawajcie wstawajcie a my w d*pie wszystko
. Agnieszka co chwile nas poganiała, a my zawsze punktualni byliśmy. Zatem najpierw Piotr ruszył pod prysznic, ja udwałem że mi się spać nie chce. Szybki headshoot z okna (podniesienie rolety) zabija chęć spania, otwiera źrenice, krew zaczyna dopływać do mózgu, lewa i prawa tama otwarte – so what’s now man ?
Wiec lecimy sobie na śniadanko półpiętra niżej i znowu ten sam klimat dżemidło, po tym Aga z Piotrkiem zostają jeszcze ja ładuje do pokoju posprzątać meksyk i spróbować to wszystko upakować powrotem. Godzina 11 zbiórka i idziemy na postój taksówek wsiadamy, za 20Euro dowozi nas na lotnisko, tam czekamy godzinke w poczekalni, ja robię zdjęcia samolotów oraz wspólne, przed wylotem jeszcze wyjscie na spalenie 2 fajek na raz, pozniej odprawa 2 godziny i widzimy się w samolocie. Pada i pada i pada i pada, puszczamy znowu teksty o bombach, statystykach katastrof itd., mamy ubaw jak ludzie się na nas patrzą ze złością. Wiem mądre to nie było ze strony moherów i mega poważnych ludzi, ale ogólnie to śmiechu dużo w samolocie, co z resztą zobaczycie na filmie.



Przylatuje wreszcie samolot do Warszawy, bardzo szybka odprawa wybieg do taksówek, jazda do domu Piotrka. Nie było sensu jechać pociągiem 8 godzin z 2 przesiadkami, jak mogłem jechać dzisiejszym bez przesiadek i 4 godziny. Oczywiście dorwaliśmy się do jedzenia i piwka. Aga kupiła sobie winko i oglądaliśmy z wielkim uśmiechem nasze nagrania z kamery. Agnieszka i Piotrek to wspaniali ludzie, którzy mają łeb na karku i podobnie jak ja maja wesołe podejście do życia. Rozumieliśmy się doskonale i to też tworzyło klimat, fajnie poznać takich ludzi jak oni. Sam nie byłem i dlatego dobrze się czułem, a bałem się trochę tego, że właśnie może być z tym źle. Ponadto poznałem wielu ludzi z całego świata, każdy z każdym rozmawiał chętnie i nikt nie przesadzał. Może trochę niektórzy byli co im się wydawało, że są jednymi z najlepszych na świecie to śmiesznie się zachowywali, ale kiedy człowiek się w oczy im popatrzył to się odwracali, albo gdy zadał jakieś pytanie odnośnie zachowania
. Never mind, to jest ich zjeżany świat, ja mam swój. Także nie wiem co tu napisać jeszcze, jak co to pytajcie
Odpowiem jakby was jakieś szczegóły interesowaly, narka wysiadam 
Podsumowanie
Na sam koniec chciłem wam powiedzieć, że nie żałuję niczego co mnie tam spotkało. Ekipa była zgrana, bawiłem się jak tylko mogłem, zwiedzałem jak mogłem i chyba tylko nie grałem jak mogłem , ale nie przejmuje się wynikiem, będę mieć co wspominać na starość. W tej chwili jestem bardzo zmęczony i tak naprawdę nie chce mi się nic robić, chyba że piwko . Mam nadzieję, że nie macie mi za złe tego mojego słabego występu, bo to co zobaczyłem na jakim poziomie ludzie grają to jesteśmy niestety ale za murzynami
. W ogóle jest tylko do gadania, mógłbym opowiadać z najdrobniejszym szczegółem, ale jestem wyje jak koń po westernie
. Teraz robię sobie przerwę na jakiś czas, nie wiem ile to potrwa, ale szczerze mówiąc sprawy osobiste i zawodowe jest u mnie do posprzątania. Nie macie jakiejś mądrej i ładnej siostry ?
Co do PL4 to raczej nie wystąpię pod Tagiem BVG ale pod POL, a poza tym to nie wiem czy będę dalej jeździł w teamie jakimś klanie itp. Jeżeli chcemy coś zdziałać to zróbmy naszą kadrę jako jeden team, wystąpmy jako przykładowo POLAND gdzie wszystkie zwierzątka z polski będą mogły grać na turniejach największych, pisze to po to ponieważ nie mamy szans z żadnym teamem z górnej półki jak np. D4, dignitas. Z resztą zrobicie jak chcecie, ale IMO powinniśmy zagrać jako POL i PS osobno a nie jako team BVG. Jak ktoś chce to niech reprezentuje
mi się nie chce, stęskniłem się za moim kochanym POL i patrzę jak tu szybko na dniach zrobić jakąś rozróbę na tsie
.
Yo Biatches
Film oraz zdjęcia wkrótce i będzie to bardzo fajny film, za dużo jaj tam nie ma, bo trzeba było godnie reprezentować nas, oczywiście nie jest to film o muzeum itd.
, ale zdjęcia i film który ma bagatela 3 godziny !!
, myślę że w przyszłym tygodniu będzie już do ściągania. Dzięki wszystkim za smsy, kciuki i ogólnie za wsparcie i zainteresowanie
. A teraz ide zjeść coś normalnego za normalne pieniadze w normalnej knajpie od normalnego kucharz w najnormalniejszej Polsce
I chciałem dodać, że niestety nie miałem dostępu do Internetu, ponieważ ceny za WIFI przerastały potrzebę.
Wrażenie ogólne – warto żyć.
Pozdrawiam
[POL]Bax
Właśnie jadę w pociągu relacji Warszawa – Wrocław, mamy godzinę 15:07 – Wracam !
Trzeba by to ułożyć chronologicznie po kolei co i jak się działo opowiedzieć (bo działo się wiele, a na zdjęciach wszystkiego nie ma
Zacznijmy może od dnia wyjazdu:
Środa – 4.07.2007
Godzina 7:47 odjeżdża pociąg z Leszna do Warszawy, w pociągu nic się nie dzieje, natomiast cały czas myślałem o tym co i jak, ciekawość lekko zżerała mnie. W Poznaniu dosiada się nasza opiekunka grupy – Agnieszka, z którą spotykam się dopiero na miejscu w Warszawie. Na miejscu wita nas deszczowa Warszawa, spotykam się z Agnieszką i idziemy pod Pałac Kultury czekać na Piotrka (Mitos). Po 20 minutach w deszczu przyjezdża Piotrek i od razu pakujemy się do niego i jedziemy do jego domu. Po drodze wpadamy na pomysł, że kupujemy sobie jakieś barwy polskie, więc ładujemy się na słynny Stadion Śląski, wbijamy w china town w deszczu przeszukujemy prawie wszystkie stoiska, na których azjaci sprzedają każdą część jaką widzieliście w życiu, ale … flag nie widać
Po tym wszystkim jedziemy do domu Mitosa, ponieważ czas goni, a umówieni jesteśmy ze wszystkimi na godzince 16:00 przed terminalem Etiuda, gdzie odprawę mamy do 17:25. W domu Piotrka zapinamy wszystko na ostatni guzik, ja tam skrobie jeszcze jakieś wiadomości na forum POL teamu, taksówka podjeżdża i jedziemy na lotnisko. O 16 już pod terminalem spotykam Palladyna
Odprawa męcząca, dużo czekania jak zawsze po kolei się czeka od punktu do punktu. Po wydaniu biletu kontrola i cholerra nie pozwolili mi zabrać piwa na pokład i puszki z piwem oraz izotonik poleciały do kosza
Zaczynają się kawały o katastrofach lotniczych, każdy się śmieje, koło nas siada człowiek delikatnie mówiąc nachlany i nachalny
Wrażenia z lotu zajebiste, po 21 wita nas Paryż, zaczyna się
Czwartek – 05.07.2007 r. – 1st Day of ESWC
Rano oczywiście śniadanko – dobrze, że mi Mitos powiedział, żeby zabrać jakieś serki, konserwy, paszteciki itd. Rano francuskie bagietki chlebek i … królestwo dżemów !! Same dżemy – nic innego nie jedzą ?? podobno nawet pasztet dżemowy był, ale swoje dałem na chlebek i bardzo dobre jedzonko. Po tym wracamy do hotelu prysznic, ubieranie w barwy polskie, szybka fajka na dworze i lecimy na tramwaj. Organizatorzy zadbali o to, że każdy gracz i działacz dostał bilet na tramwaj i metro, ważny do ostatniego dnia zawodów.
Mogliśmy jeździć nieograniczoną liczbę razy po całym Paryżu. Zawsze startowaliśmy z przystanku Port de’Ivry jak dobrze pamiętam, a dojazd od nas czyli z hotelu 6 trwał około 15 minut. Po dojeździe na miejsce wysiadamy i ukazuje nam się hala targowa, flagi na masztach kasy biletowe dla kibiców. Podchodzimy pod wejście główne, wypisujemy formularz rejestracyjny i stoimy w kolejce do wydania identyfikatorów. Otrzymuję śliczny identyfikator imienny – na pewno miła pamiątka.
Wchodzimy na hale gier i zaraz widzę stanowisko trackmanii, a przy niej całą elitę naszego świata TMN. Na którąś tam godzinę mamy time attaca – runda kwalifikacyjna, żeby rozstawić najlepszych po grupach. Po tym co zobaczyłem na rozgrzewce co wiara odpierdziela to się tylko uśmiechnąłem. Startowałem w 3 grupie eliminacyjnej. Zasiadłem koło Chorwata – zajebisty koleś. I sobie gadamy, żartujemy i jeździmy na tych drętwych trasach. W końcu podchodzi do nas ziomek organizator i mówi nam, że nie możemy przebywać tutaj, no to my mu że jesteśmy przecież zawodnikami, on przytakuje po swoim łamanym angielskim, że wszystko się zgadza, ale musimy już wyjść. No to my na siebie patrzymy i mówimy mu, że przecież musimy przejechać trase, a on że już jechaliśmy. Także ostatecznie wyszło na to, że ja zrobiłem tam przypadkowo jakiś czas jak gadaliśmy, a kolega z Chorwacji w ogóle nie zrobił żadnego czasu
Tak oto poznałem pierwszego kolegę z ESWC – bardzo porządny gościu.
Po jakimś czasie rozstawili nas do grup – ja startowałem w 8-ej grupie z gośćmi o nickach takich jak: Selrahc, Medic oraz Akwaba. Życie pizga
Po trackmani pooglądałem sobie pojedynki w PESa CSa oraz Quake’a, natomiast co do Warcrafta to ja tam patrzałem i nic nie kumałem – totalny odjazd gra
Około 18 zwinęliśmy się do hotelu, po drodze zakupiłem kilka piwek i wieczorem się działo. Agnieszka i Piotrek dostali zaproszenie na bankiet, wiec co ja miałem sam robić bez Internetu w pokoju. Po wypiciu kilku piwek wpadł do mnie Cycu z dwoma koleżankami z damskiej ekipy CSa. Cycu zajebisty gość
Piątek – 06.07.2007 r. – 2nd Day of ESWC
W piątek budzę się w bardzo miłym towarzystwie, piasek w oczach ide do swojego pokoju, gdzie witają mnie wielkim okrzykiem i śmiechem Piotrek, Agnieszka i Cycu chyba
Po tym wszystkim naradzamy się z Agnieszką i Piotrkiem, że jedziemy metrem do Louvre zwiedzić to słynne muzeum. Wrażenia bezcenne , w kolejce po bilety nasz śmiech i słownictwo usłyszeli jacyś inni kolesie z polski i podeszli do nas i sprzedali nam bilety 2 po połowie, bo powiedzmy jak oni to powiedzieli – kupili ale nie weszli
Coś pięknego – czasami dreszcz przechodził po nas, a my przez 3-4 godziny zwiedziliśmy zaledwie 1/6 całego muzeum, chodziliśmy tam gdzie były te najsłynniejsze dzieła. Gdzieniegdzie nie można było kamerować i fotografować, więc wszystkiego nie mogłem uwiecznić, natomiast w głowie pozostanie to do końca życia. Po powrocie poszliśmy do marketu Champion i tam kupiliśmy sobie napoje i jakieś tam chipsy itp.
Sobota – 7.07.2007 r. – Wieża Eifla
Od rana ponownie zawody oglądamy nic wielkiego,
jedziemy około 15tej pod wieżę eifla. To co tam się działo przeszło polskie mniemanie o imprezowaniu. Ludzie leżący na polach elizejskich bawiący się ludzie, zakochane pary kulające się po trawnikach, orkiestra dęta grała super piosenki, ludzie śpiewają wspólnie, siedzimy i po prostu magia
Co godzine o pełnej godzinie iluminacja – tysiące stroboskopów rozmieszczonych na całej wieży zaczyna świecić przez 10 minut, efekt powalający. Chodzimy i robimy zdjęcia, jesteśmy oczarowani.
Pozniej finaly TMN, to co wiara odpierdala jest po prostu n ieosiagalne jak oni jeżdżą, o dziwo w finale kazdemu puszczaja nerwy, jada na granicy przyczepnosci i popelnia co jakiś czas ktos blad, banda albo na 2 kola na zakretach, maxik
Po całej tej przygodzie ładujemy się powrotem w metro jedziemy do domu. Piwka wypiliśmy pod wieżą, a wieczór w hotelu spędził pod względem opowiadań itd.
Oglądaliśmy zdjęcia i wspominaliśmy, reszty mi się nie chce pisać bo po co
Niedziela – 08.07.2007 r. – Finały
Bojowo wyruszamy wspierać naszych mistrzów. Azjatki rozdawały jak co dzień izotoniczne napoje. Po wypiciu 5-7
Nasza ekipa 11 osobowa przeciwko 6500 kibiców za teamem NOA. Tamci buczą na naszych, szaleństwo, Noa widzi że Francuzi są za słabszymi (tak powiedział komentator), my za naszymi drzemy i zdzieramy gardła, lecą niecenzuralne słowa
Szykujemy się szybciutko bo lecimy na wspólną impreze dla wszystkich graczy w środku Paryża w klubie dyskotekowym. Wiara szaleje, zaczyna się maxxxxx maxów, wspólne okrzyki w piosenkach raperskich i dance. DJ szaleje za konsoletą, lecą zdjęcia i na Sali jeden wielki pot ze wszystkich leci. Zero agresji wszyscy razem się wspólnie bawią, zajebiste światła, po prostu wszyscy tworzą jeden show. Rozmowy z róznymi ludźmi ze wszystkich krajów jakie były. Jedyny minus to ceny alkoholu – 0.2L piwa kosztowało 5 euro, także d*pa wielka pod tym względem, ale wierzcie mi, zabawa jak tam nie wymagała alkoholu
Człowiek drugiego planu
WYŻYŁEM się
Wracamy około 3 do domu, metro już nie czynne, taryfą jedziemy za 20 euro (dobra cena) do hotelu. Tam siedzę jeszcze z godzinkę przed kompem i oglądamy zdjęcia i filmy. Cudowne zakończenie całej imprezy. Trzeba iść spać bo rano o 11 zbiórka i jazda na lotnisko.
Poniedziałek – 09.07.2007 r. - Dzień wylotu
Pobudka szybka jak w wojsku, czyli wstawajcie wstawajcie a my w d*pie wszystko
Wiec lecimy sobie na śniadanko półpiętra niżej i znowu ten sam klimat dżemidło, po tym Aga z Piotrkiem zostają jeszcze ja ładuje do pokoju posprzątać meksyk i spróbować to wszystko upakować powrotem. Godzina 11 zbiórka i idziemy na postój taksówek wsiadamy, za 20Euro dowozi nas na lotnisko, tam czekamy godzinke w poczekalni, ja robię zdjęcia samolotów oraz wspólne, przed wylotem jeszcze wyjscie na spalenie 2 fajek na raz, pozniej odprawa 2 godziny i widzimy się w samolocie. Pada i pada i pada i pada, puszczamy znowu teksty o bombach, statystykach katastrof itd., mamy ubaw jak ludzie się na nas patrzą ze złością. Wiem mądre to nie było ze strony moherów i mega poważnych ludzi, ale ogólnie to śmiechu dużo w samolocie, co z resztą zobaczycie na filmie.
Przylatuje wreszcie samolot do Warszawy, bardzo szybka odprawa wybieg do taksówek, jazda do domu Piotrka. Nie było sensu jechać pociągiem 8 godzin z 2 przesiadkami, jak mogłem jechać dzisiejszym bez przesiadek i 4 godziny. Oczywiście dorwaliśmy się do jedzenia i piwka. Aga kupiła sobie winko i oglądaliśmy z wielkim uśmiechem nasze nagrania z kamery. Agnieszka i Piotrek to wspaniali ludzie, którzy mają łeb na karku i podobnie jak ja maja wesołe podejście do życia. Rozumieliśmy się doskonale i to też tworzyło klimat, fajnie poznać takich ludzi jak oni. Sam nie byłem i dlatego dobrze się czułem, a bałem się trochę tego, że właśnie może być z tym źle. Ponadto poznałem wielu ludzi z całego świata, każdy z każdym rozmawiał chętnie i nikt nie przesadzał. Może trochę niektórzy byli co im się wydawało, że są jednymi z najlepszych na świecie to śmiesznie się zachowywali, ale kiedy człowiek się w oczy im popatrzył to się odwracali, albo gdy zadał jakieś pytanie odnośnie zachowania
Podsumowanie
Na sam koniec chciłem wam powiedzieć, że nie żałuję niczego co mnie tam spotkało. Ekipa była zgrana, bawiłem się jak tylko mogłem, zwiedzałem jak mogłem i chyba tylko nie grałem jak mogłem , ale nie przejmuje się wynikiem, będę mieć co wspominać na starość. W tej chwili jestem bardzo zmęczony i tak naprawdę nie chce mi się nic robić, chyba że piwko . Mam nadzieję, że nie macie mi za złe tego mojego słabego występu, bo to co zobaczyłem na jakim poziomie ludzie grają to jesteśmy niestety ale za murzynami
Yo Biatches
Film oraz zdjęcia wkrótce i będzie to bardzo fajny film, za dużo jaj tam nie ma, bo trzeba było godnie reprezentować nas, oczywiście nie jest to film o muzeum itd.
Wrażenie ogólne – warto żyć.
Pozdrawiam
[POL]Bax

